Rozdział 3. Pierwszy dzień zdjęć. Dzieciaki

Poprzedni

Czekali na panią Marię jeszcze piętnaście minut. Razem z nią weszli do środka. Dopiero wtedy Edyta zauważyła czerwoną tabliczkę, do tej pory zasłoniętą przez ślizgawkę: „Powiatowy Dom Dziecka”.

Przywitała ich jedna z wychowawczyń, przechodząca przez hol.

‒ Dzień dobry, pani Marysiu. Oj, urwanie głowy dziś, troje dzieci się pochorowało. Wchodźcie, wchodźcie. Wszystko jest gotowe, ale dzieci mogą się różnie zachowywać.

Weszli do sali. Edyta zauważyła kilkanaścioro dzieci bawiących się w w różnych miejscach, w tym kilkoro w kojcu dla niemowląt. W rogu pokoju stało łóżeczko niemowlęce, z którego słychać było kwilenie. Między dziećmi chodziła opiekunka. Na podłodze rozrzucone były klocki, samochody i pluszaki. Z boku stały krzesełka i stoliki. Sala przypominałaby przedszkole, gdyby nie obecność niemowląt i maluszków.

Pani Maria została zauważona natychmiast. Podbiegła do niej pięcioletnia dziewczynka w pomarańczowej koszulce i chwyciła za rękę, zupełnie nie zwracając uwagi na Edytę i Przemka.

‒ Babciu, babciu, chodź. Musisz zobaczyć Krzysia. On jest zupełnie nowy, wszystkiego się boi i ciągle płacze, bo chce do domu i do mamy, ale jego mama jest teraz w szpitalu i on nie może do niej jechać.

Wydawało się, że buzia małej się nie zamyka.

Przemek filmował, Edycie zaś pozostawało tylko się przyglądać, jak dzieci obsiadają panią Marię, wdrapują się jej na kolana i robią wszystko, byle tylko zwrócić na siebie uwagę. Zauważyła też jednego chłopca, mniej więcej czteroletniego, który stał z boku i przyglądał się temu wszystkiemu. Widać było, że przed chwilą jeszcze płakał, na policzkach wciąż miał mokre strumyczki łez, ale teraz zamieszanie odwróciło jego uwagę.

‒ Chcecie usłyszeć straszną opowieść o bardzo niestrasznym kocie? ‒ zapytała pani Maria, a wszystkie dzieciaki od razu usiadły na podłodze obok niej. Pani Maria przysunęła fotel.

‒ Kubuś na pewno też chce ją usłyszeć. I inne maluchy.

Podeszła do kojca, po kolei wyjęła wszystkie niemowlaki i posadziła przy starszych dzieciach, które od razu się nimi zajęły. Na koniec wyjęła z łóżeczka kilkumiesięcznego chłopca. Z nim na rękach usiadła wygodnie na fotelu i zaczęła opowieść.

‒ Daleko, daleko, w górach, na małej wsi mieszkał ogromny, szary kocur, który zwał się Zbój. Zbój był taki duży, że bały się go nawet okoliczne wilki, a jak wiadomo, wilki nie boją się niczego. W ciemności zielone oczy polującego Zbója błyszczały jak dwie lampy. Każdy, kto je zobaczył, chował się natychmiast, drżąc na całym ciele. Nie było nikogo, kto odważyłby się zaczepić Zbója.

Obok Edyty stanęła kobieta w kolorowej sukience i czarnym żakiecie.

‒ Dzieciaki uwielbiają te opowieści. Całymi dniami je potem inscenizują.

Edyta spojrzała zaskoczona.

‒ Kamila Sobczak, dyrektor placówki.

‒ Edyta Bronowska, dziennikarka Naszej TV. Pani Maria często was odwiedza?

‒ Tak, dwa lub trzy razy w tygodniu. Jest nieoceniona. Dzieciaki ją uwielbiają, a dla nas jest wielką pomocą.

‒ A zgodziłaby się pani odpowiedzieć na kilka pytań przed kamerą?

‒ Oczywiście, ale nie dziś. Może jak przyjdziecie państwo w czwartek?

‒ Dobrze. Dziś nakręcimy to, co dzieje się w sali. Może któreś dziecko zgodzi się powiedzieć kilka słów do kamery.

‒ Polecam Madzię. Jest bardzo wygadana ‒ Pani dyrektor uśmiechnęła się.

‒ To ta dziewczynka w pomarańczowej koszulce.

‒ Właśnie ta.

Opowieść trwała około dziesięciu minut. Przez kolejne pół godziny dzieci bawiły się w „Stary niedźwiedź mocno śpi”, „Chodzi lisek wkoło drogi”. Kiedy zabawy zaczęły im się już nudzić, pani Maria zakomenderowała wyjście na dwór i ogłosiła konkurs na to, kto pierwszy się ubierze. Opiekunki pomagały najmłodszym. Po chwili zwycięzcą ogłoszony został Szymon. W ramach nagrody został pierwszym berkiem.

Edyta przyglądała się zabawom dzieci. W pewnym momencie kilkoro zamiast ganianego wybrało piaskownicę. Wśród nich była wspomniana wcześniej Madzia. Edyta skinęła na Przemka i podeszła do dzieci.

‒ Cześć, jestem Edyta.

‒ Ta pani z telewizji, wiemy – odezwała się Madzia. Inne dzieci patrzyły na Edytę, milcząc. ‒ Pani Monika mówiła, że robi pani raport o babci.

‒ Nie raport, tylko reportaż. Chcę pokazać innym, co robi pani Maria.

‒ I bardzo dobrze – odparła buńczucznie dziewczynka. ‒ W końcu w telewizji pokażecie coś sensownego.

Edyta miała ochotę się roześmiać. Ciekawe, gdzie mała usłyszała to stwierdzenie, bo sama chyba na nie nie wpadła.

‒ A co ty byś pokazała, gdybyś kręciła reportaż o pani Marii?

‒ Wszystko! To najfajniejsza babcia na świecie!

Do okrzyku przyłączyły się inne dzieci i Edyta musiała poczekać, aż przycichną.

‒ To powiedzcie teraz innym, tylko po kolei, dlaczego tak ją lubicie. Może najpierw ty – wskazała Madzię.

‒ Ja najbardziej kocham babcię Marysię, bo zgodziła się być moją babcią, dopóki nie znajdzie się moja prawdziwa babcia. Bo wie Pani, ona zginęła i nie może się znaleźć. A babcia Marysia powiedziała, że ona nie ma takiej ślicznej wnusi i chętnie będzie moją babcią.

‒ Babcia ładnie pachnie, jak się do niej przytulam – powiedziała cicho młodsza dziewczynka.

Zamieszanie w piaskownicy przykuło uwagę jednego z chłopców, który podszedł do kamery i wprost ogłosił:

‒ Pani Marysia jest najlepsza, bo opowiada najlepsze historie.

‒ I pomaga Bartkowi i Kaśce w lekcjach, żeby nie mieli samych jedynek.

Teraz przed kamerą zaczęła się prawdziwa licytacja. Edyta miała tylko nadzieję, że montażysta zdoła coś z tego wyciąć.

‒ A mi babcia narysowała takiego pięknego konika.

‒ I umie czesać warkoczyki i koka.

‒ Ja ją lubię najmocniej za to, że nigdy nie krzyczy.

‒ I nie bije.

‒ Tak, a jak ktoś się uderzy, to zawsze go przytula.

Dzieciaki teraz już zupełnie nie zwracały uwagi na to, że są kamerowane. W końcu jednak dwoje z nich się pokłóciło i Edyta musiała interweniować, zanim doszło do bójki. Postanowiła, że następnym razem postara się rozmawiać z dziećmi osobno. Razem stanowiły żywioł nie do ogarnięcia.

Po powrocie z dworu na dzieci czekało drugie śniadanie. Pani Maria pomagała jeść najmłodszym, zachęcając jednocześnie starsze do zjedzenia całej porcji. Wcześniej bezceremonialnie podeszła do Edyty i wręczyła jej miseczkę z papką dla jednego z niemowląt.

‒ Każde ręce są potrzebne.

Wskazała jej berbecia siedzącego już w krzesełku.

‒ Podawaj mu małe porcje, bo czasami pluje. Im mniej ma wtedy w buzi, tym lepiej dla ciebie. Tu masz fartuszek.

Maluch na szczęście postanowił, że da spokój tej nowej pani i ładnie zjadł, opluwając jedynie siebie.

Po posiłku część młodszych dzieci poszła do swoich pokoi na drzemkę, a starsze jedna z opiekunek zebrała razem. Dziś mieli rozmawiać o nadchodzących świętach. Czterolatki dostały potem rysunek choinki do ozdobienia, a pięcio- i sześciolatki próbowały swoich sił w kreśleniu szlaczków i liter. Pani Maria w tym czasie zajmowała się niemowlakiem: nosiła go na rękach i nuciła mu piosenki, aż w końcu zasnął. Dopiero wtedy usiadła przy jednym ze stolików i wyjęła z torby kanapki.

‒ Też muszę coś zjeść. Zaraz dzieciaki zaczną wracać ze szkoły i będą potrzebowały pomocy przy odrabianiu lekcji. Nie wszystkie, oczywiście, ale część.

Następny

 

Jedna myśl nt. „Rozdział 3. Pierwszy dzień zdjęć. Dzieciaki

  1. Witam
    Fajne opowiadanie:)
    Proszę jedynie skorygować na początku 3. Rozdziału – Dzieciaki, imię bohaterki – zamiast(…) Renata zauważyła czerwoną tabliczkę… powinno być Edyta zauważyła czerwoną tabliczkę…
    pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>