Rozdział 4. Drugi dzień zdjęć. Hospicjum

Poprzedni

Hospicjum przywitało ich wnętrzami w pastelowych kolorach. Panowała cisza i spokój, tylko czasem przez korytarz przechodziła pielęgniarka.

‒ Och, zupełnie zapomniałam – pani Maria odwróciła się do nich. ‒ Nie powiedziałam wam, że musicie mieć miękkie buty.

‒ Żaden problem. Mogę kręcić w skarpetkach – powiedział Przemek. ‒ Chyba nawet dziś mam czyste – uśmiechnął się szeroko, zupełnie, jakby posiadanie czystych skarpet było czymś niezwykłym i niecodziennym.

Pani Maria uśmiechnęła się.

‒ Oj, przydałby się tu ktoś taki jak pan. Zaraz zapytam, pani Edyto, może któraś z pielęgniarek ma zapasowe buty. Staramy się nie przeszkadzać pensjonariuszom tupaniem. Niektórzy są w dobrym stanie, ale niektórzy bardzo cierpią i hałas bardzo ich irytuje.

Zniknęła w pobliskim pokoju i za chwilę wyłoniła się z parą gumowych chodaków i wielkimi laczkami.

‒ Dziś nie ma jednego z pielęgniarzy. Jego buty powinny na pana pasować. Zapewnię go, że miał pan czyste skarpetki. To miły młody człowiek, na pewno się nie pogniewa.

Edyta była lekko zaniepokojona. Jak mają zrobić tu materiał? Ma rozmawiać szeptem? Myślała gorączkowo nad jakimś rozwiązaniem, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Tymczasem pani Maria weszła do jednej z sal. Na fotelu przy łóżku siedziała staruszka.

‒ Dzień dobry, pani Eugenio – powiedziała pani Maria wyjątkowo głośno.

‒ Ach, Marysia, dziecko kochane. Jak miło, że mnie odwiedzasz. A nie musisz mówić tak głośno ‒ poklepała się po uchu. ‒ Przyszedł mój nowy aparat, słyszę teraz, jak trawa rośnie.

‒ Przyszłam pani poczytać. Mam świetną książkę. Romans hrabiego z młodą guwernantką.

Twarz staruszki rozświetliła się.

‒ Jak ty wiesz, co mnie ucieszy. Słuchałam sobie dziś radia, ale tam mówią tylko o takich smutnych rzeczach. Za stara jestem na słuchanie o smutnych rzeczach.

‒ Proszę więc posłuchać tego. Obiecuję, że kończy się dobrze.

Pani Maria wyjęła z torebki harlekina i zaczęła czytać. Najwyraźniej była to książką, którą obie panie już znały, bo lektura zaczynała się w połowie.

Edyta zostawiła Przemka i poszła poszukać kogoś z personelu, z kim mogłaby porozmawiać. W dyżurce nie spotkała nikogo, dlatego zaczęła szukać gabinetu dyrektora. Znalazła go na końcu korytarza. W maleńkim pokoiku pomalowanym na biało stały dwa biurka z jasnego drewna i szafki z szufladami. Z dwu osób mężczyzna rozmawiał przez telefon, kobieta wpisywała coś do komputera.

‒ Dzień dobry – Edyta postanowiła zwrócić się do kobiety. ‒ Szukam dyrektora.

‒ Proszę poczekać, zaraz pewnie skończy rozmawiać. A w jakiej sprawie?

‒ Nazywam się Edyta Bronowska. Jestem z Naszej TV. Kręcimy materiał o pani Marii Wolskiej, chciałam o niej porozmawiać przed kamerą.

‒ O, to się dyrektor ucieszy.

Mężczyzna spojrzał na obie z przyganą. Po chwili odłożył słuchawkę. Okazało się, że chętnie porozmawia, ale dopiero za pół godziny.

Wracając, Edyta spotkała pielęgniarkę. Zapytana, czy wypowie się przed kamerą, najpierw odmówiła, ale po chwili dała się namówić. Przemek nadal był w sali starszej kobiety. Chyba ucieszył się, że nie musi słuchać dalszego ciągu przygód hrabiego Montgomery’ego i ślicznej guwernantki imieniem Holly.

‒ Jak długo pracuje pani w hospicjum?

‒ Odkąd udało się je otworzyć, czyli od ośmiu lat. To dobra praca. Ciężka, ale spokojna. Przedtem pracowałam w szpitalu.

‒ A jak długo zna pani panią Marię Wolską?

‒ Jakieś sześć lat, dużo lepiej odkąd zaczęła u nas pomagać.

‒ Proszę powiedzieć, na czym polega taka pomoc.

‒ Pani Maria odwiedza naszych podopiecznych raz w tygodniu. Czyta im, gra z nimi w karty, rozmawia z nimi. Dla nich to bardzo ważne. Do wielu nikt nie przychodzi. Czekają na te wizyty. Było też kilka razy tak, że wiadomo było, że ktoś niedługo odejdzie, to wie pani, dzwoniła, dowiadywała się, a potem to przychodziła i siedziała przy łóżku chorego do końca.

‒ Dla was, personelu, to duża pomoc?

‒ Trochę. Najważniejsze jednak, że pacjenci są spokojniejsi, weselsi. Dla wielu świadomość, że nie umierają samotnie jest bezcenna.

‒ A opieka, wie pani: karmienie, mycie?

‒ Ach, nie. To zupełnie nie jest działka pani Marysi. Już lepiej niech zabawia pacjentów, a czynności medyczno-sanitarne pozostawi nam.

Pielęgniarka wydawała się ostatnim pytaniem rozbawiona, Edyta zaś poczuła się zbita z tropu. Co to mogło znaczyć? Żeby jednak nie wyjść na totalną ignorantkę, postanowiła się pożegnać.

‒ Dziękuję.

Pani Maria kończyła właśnie czytanie. Staruszka ukradkiem ocierała łzy koronkową chusteczką.

‒ Taka piękna historia. A ten hrabia to taki prawdziwy mężczyzna. Mój Filip też taki był. Raz mi tylko powiedział, że mnie kocha. Jak się Władziu i Władzia urodzili. Ale ja to widziałam. W oczach miał taki błysk, jak patrzył na mnie. I jak mnie do tańca porwał, to czułam, że żyję.

‒ Muszę już iść do pana Henryka.

‒ Idź, idź, dziecko kochane. Na pewno czeka na ciebie. Ja tu sobie powspominam.

Pani Maria wyszła na korytarz.

‒ Miła staruszka – zagaił Przemek.

‒ Tak – uśmiechnęła się pani Maria. ‒ Uwierzy pan, że ona ma sto dwa lata?

Przemek wytrzeszczył oczy.

‒ To tyle można?

‒ Można. Ale dużym kosztem. Ma alzheimera, nie pamięta wielu rzeczy. Ale może tak jest lepiej. Pochowała męża, dwoje dzieci. Z wnuków żyje jeszcze tylko jedno. A prawnuki rozjechały się gdzieś po świecie. Opłacają jej hospicjum, ale nie przyjeżdżają. Pani Eugenia uwielbia historie miłosne. Pielęgniarki bez końca opowiadają jej, jak poznały swoich mężów. Teraz idę do pana Henryka. Jest ciężko chory, praktycznie nie wstaje już z łóżka. Mam dla niego przegląd sportowy, poczytam mu trochę, potem przyjdzie jego córka. A potem mam partyjkę pokera.

Oczy Przemka zrobiły się jeszcze większe, a Edyta aż się uśmiechnęła. Wiedziała, że Przemek ma wielką słabość do gier w karty.

‒ Jak postawię kamerę na statywie, to mogę się przyłączyć? ‒ zapytał nieśmiało.

Pani Maria wybuchnęła śmiechem i energicznie pokiwała głową.

‒ Tylko najpierw porozmawiamy z dyrektorem – wtrąciła szybko Edyta.

Następny

4 myśli nt. „Rozdział 4. Drugi dzień zdjęć. Hospicjum

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>