Rozdział 7. Piąty dzień zdjęć. Bezdomny.

Poprzedni

Edyta wchodząc do mieszkania pani Marii poczuła się, jakby… przyszła do ulubionej cioci. Pachniało kawą, która już na nich czekała.

– Planowałam dziś jechać na cmentarz męża. Wczoraj zadzwoniła do mnie Brygida z MOPS-u. Na ogródkach działkowych spotkano bezdomnego. Nie chciał rozmawiać z policją ani z przedstawicielami ośrodka. Ja tam obok mam działkę, więc Brygida zapytała, czy ja mogłabym z nim porozmawiać, dowiedzieć się, kim jest, dlaczego jest bezdomny i czy zgodzi się zamieszkać w schronisku.

– Kamera raczej pani nie pomoże – zauważył Przemek.

Ogródki działkowe przywitały ich absolutną ciszą.

– Niestety moja działka jest dość mocno w głąb. Ale zapraszam.

Szli alejką, wokół stały bezlistne drzewa owocowe, wysuszone badyle kwiatów i traw. Altanki straszyły pustymi oknami.

– Tamta zielona altanka to mój ogródek. A naszego gościa ani widu, ani słychu.

– To co robimy?

– Skoro już tu jesteśmy, to zerknę, czy mi sarny drzewek nie obgryzają. W taką pogodę nie powinny, ale lepiej się upewnić.

Edyta pokręciła się trochę, pozerkała na krzewy. Przemek z nudy wyjął kamerę i kręcił jakiś skalniak. Nagle zza sąsiedniego domku wyszedł mężczyzna.

– A państwo tu czego?

– Przyjechaliśmy z panią Marysią. Z tej działki.

– Aha!

Edyta spojrzała na mężczyznę. Wyglądał jak bezdomny – zniszczona życiem twarz, warstwy ubrań, przedarte adidasy.

– A pan tu pilnuje? – Zagadnęła.

– A pani co? Z telewizji?

Przemek dyskretnie zwrócił kamerę w ich stronę

– A żeby pan wiedział, że z telewizji – też się zaśmiała i podeszła bliżej. – Edyta Bronowska.

Wyciągnęła rękę. Bezdomny zawahał się, ale po chwili uścisnął dłoń Edyty.

– Nie będę panu ściemniać. Pani Marysia dowiedziała się, że pan tu przebywa, a że akurat kręcimy o niej reportaż, to nas tu przyciągnęła.

– A niech się nie boi, ja tu nie kradnę. Kąta tylko suchego szukałem, a tu jest taka jedna opuszczona działka. Nie ukradnę i nie zniszczą, spokojna głowa.

– Nie wygląda pan na takiego, co rozrabia. Raczej na takiego, co go życie dotknęło.

– Pomyślałby kto, że to panią obchodzi.

– Pani Wolska mnie nie obchodziła. A się okazało, że to dyrektor Chruszczewska z PPM. Pół miasta ją kocha, pół jej nienawidzi.

– Nie znam żadnej Chruszczewskiej, ale znałem kiedyś pewnego Wolskiego. Dobry człowiek był. Miał stolarnię za komuny, brata zatrudniał. A jak bratu się znarło, to bratowej pomagał, robotę dla niej znalazł. Dobry człowiek był.

– Z tego, co pan mówi, to to był mąż tej pani. Michał miał na imię?

– Ano. Świat jest mały.

Machnął ręką i zdawało się, że chce odejść.

– To jak? Opowie mi pan swoją historię?

Widać było, że bezdomny się zastanawia.

– Pani zrobisz reportaż, a ja co z tego będę miał?

– Mam panu zapłacić?

– Jakbym chciał pieniędzy, to bym poszedł do roboty. Fach mam w ręku, co pani myśli?

– Czyli bezdomność z wyboru. Filozof wolności?

– A pani to taka przekorna.

Nagle zaśmiał się gorzko.

– Takie kobiety lubiłem. Dobra, opowiem pani, a potem dacie mi święty spokój. Możesz pan kręcić otwarcie – zwrócił się nagle do Przemka. – Ja nie z tych, co się kamery boją. Ja kamery znam.

– No to słucham.

– Ano historia jak każda inna. Zakochałem się. Też była przekorna. Nie wiedziałem tylko, że do niej też inny chodzi. Na tamtego jej rodzice dobrze patrzyli. On miał ojca w komitecie, ja byłem sierotą, babka mnie chowała. Nie trudno się domyślić, którego wybrała. Jak się o mnie dowiedział, to chciał bójki. Zawzięty był, brata straszył. W końcu babka powiedziała, że mam wyjechać, żeby to się skończyło, bo tamten mnie w końcu zabije. Sprzedała pierścionek złoty, żeby mi bilet kupić. Do samej Ameryki, a to głęboka komuna była, nie wiem, co musiała zrobić, żeby mi paszport dali. No i pojechałem. I siedziałem tam trzydzieści lat. Rodzinie wysyłałem dolary, okazało się, że na leczenie brata. Potem bratowej pomagałem. Na pogrzebie babci nie byłem, na pogrzebie brata nie byłem. Przyjechałem jak zmarła bratowa. Dom był w ruinie. Nie znałem nikogo, nie miałem rodziny. Żyję sam, jestem wolny. Czeka mnie jeszcze tylko śmierć.

– Nie chciał pan wrócić do Ameryki?

– A po co? Ożeniłem się z Polką, mieliśmy dwoje dzieci. Ale jej się nie podobało, że rodzinę wspieram zamiast z nią na Hawaje latać. Rozwiedliśmy się. Zabrała mi dzieci. Nie mam tam do czego wracać. Tu przynajmniej jestem w ojczyźnie.

– To dobra opowieść.

– To słabe życie.

– Fakt.

Milczeli.

– To pana wybór, bo jak sam pan powiedział, mógłby pan znaleźć pracę, mógłby pan wrócić do Ameryki. Ja zdecydowałam robić karierę. Nie mam faceta, rodzina chciałaby, żebym wyszła za mąż i urodziła dziecko, ale ja chcę mieć własny program polityczny. W ogólnokrajowej. Mój wybór. Jeśli życie na ogródkach będzie za trudne, to pewnie wie pan, gdzie się zgłosić. W niedzielę jest wigilia dla ubogich i bezdomnych. Proszę zajrzeć do MOPS-u.

– Polityczny? A póki co reportaże o miejscowych emerytkach z przeszłością?

– Takie życie. Proszę pamiętać o tej wigilii.

– Postaram się.

Odwrócił się i odszedł.

– Zadanie wykonane, choć ja nie kiwnęłam przy nim palcem – powiedziała pani Maria idąca w ich stronę.

– Ja bym tego tak nie nazwała.

– Więcej nie da się zrobić. Każdy ma prawo decydować o sobie. Jestem pewna, że kiedy sytuacja zrobi się poważna, ten człowiek da sobie radę. Nie wyglądał na takiego, który zamarznie zamroczony tanim alkoholem.

– To co teraz? – Zapytał Przemek.

– Wciąż jest jeszcze dość czasu, żeby odwiedzić grób Michała. Potem chciałam upiec szarlotkę i poczytać książkę.

– Ja tego na pewno nie przegapię – zapalił się Przemek.

– Czytania? – zdziwiła się Edyta, a pani Maria zaczęła się śmiać.

‒ Nic z tego. Czeka nas montaż.

‒ Ale szarlotka…

Edyta spojrzała na niego znacząco. Bez słowa, ale z wyraźnie zawiedzioną miną powlókł się do samochodu. Ulice były puste, więc szybko podjechali pod dom pani Marii.

‒ Widzimy się na kolacji dla bezdomnych?

‒ Tak.

‒ W takim razie do zobaczenia.

‒ Do zobaczenia.

Następny

2 myśli nt. „Rozdział 7. Piąty dzień zdjęć. Bezdomny.

  1. Kolejna część przeczytana. Jestem ciekaw w jaki to się rozwinie wątek. Zauważyłem jedną literówkę- „a jak bratu siesię znarło”

Odpowiedz na „~nimitzAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>