Rozdział 6. Czwarty dzień zdjęć. Zajawka

Poprzedni

W redakcji życie toczyło się swoją drogą.

– O, Edytka – przywitał ją Krzysztof. – Jak tam pani starsza?

W zeszłym roku to ona śmiała się z niego. Kręcił świąteczny program o szopkach bożonarodzeniowych.

– Jeszcze żyje – odgryzła się. Niech myślą, że wpadła.

Od razu skierowała się do gabinetu naczelnego.

– Pani Edyto, naczelny jest zajęty! – krzyknęła za nią Monika, ale Edyta nie zwolniła. Otworzyła drzwi, Robert podniósł głowę, żeby spojrzeć, kto mu przeszkadza.

– Ufasz mi? – wypaliła prosto z mostu.

– Słucham?

– Pytam, czy puścisz mój materiał bez autoryzacji.

Robert podniósł brwi.

– Jest aż taki dobry, czy aż taki zły?

– Tylko dobry.

– Wiesz, jaką to ma oglądalność. Spieprzysz – oboje polecimy.

– Nie spieprzę.

– No dobra. Ale muszę mieć zajawkę.

– Będzie na jutro. Zapisz sobie tytuł: „Byłam komunistką”.

– W takim razie masz zielone.

Przemek już czekał ze Zbyszkiem

– Przemo mówi, że masz bombę. A ja słyszałem, że kręcisz bożonarodzeniówkę. To jak?

– To będzie zajebista bożonarodzeniówka. Teraz trzeba nakręcić zajawkę. Przemek, masz to, o co cię prosiłam?

– Co mam nie mieć. Ale jak mi jeszcze raz zaczniesz wymyślać takie zdjęcia, to obiecuję, że więcej się do ciebie na robotę nie piszę.

Zajawkę Edyta robiła zawsze bardzo nieprofesjonalnie – z głowy, od razu montując. Oglądała zdjęcia wielokrotnie i miała dwustuprocentową pewność, które fragmenty będą w reportażu.

O jedenastej mogła obejrzeć czterdziestosekundowy filmik.

„Na podwórzu biegały dzieci z domu dziecka. W tle słychać było fragment wywiadu:

– Dzieciństwo to taki piękny okres. Dzieci przyjmują wszystko jak jest, sama pani dziś zobaczy. Tylko dla dzieci stary miś jest piękniejszy niż nowy.

‒ Ma pani dzieci?

‒ Niestety nie. Życie tak się ułożyło, że najpierw byłam zajęta pracą, nie spotkałam mężczyzny, który by mnie zaabsorbował bardziej. A kiedy już się taki znalazł, było za późno. Kiedyś mając czterdzieści pięć lat zostawało się już babcią, a nie mamą.

‒ Żałuje pani?

‒ Czasami. Ale w życiu nie da się zrobić wszystkiego. Z czegoś trzeba zrezygnować.

Obraz się zmienił. Teraz widać był budynki PPM-u, obecnie przekształconego na Metalpol. Przeplatały się ze zdjęciami z lat osiemdziesiątych.

– Awansowałam na jedno ze stanowisk kierowniczych. A potem mnie przeniesiono na stanowisko dyrektora PPM-u.

‒ Tego PPM-u?

‒ Tak, właśnie tego. No, ale pewnie wiele wyjaśni się, jak powiem, że wówczas nazywałam się Chruszczewska.

‒ Dyrektor Chruszczewska? Ależ mój ojciec pani nienawidził.

Znów zmiana – w kadrze widać panią Krystynę z hospicjum.

– Ja z panią Marią pracowałyśmy w jednej firmie. Co prawda niedługo razem, na początku to nawet jej nie poznałam, ale okazało się, że mamy wielu wspólnych znajomych.

‒ Wygląda to raczej jak spotkanie przyjaciółek, a nie wizyta w hospicjum.

‒ Miejsce nie nastraja do picia kawy, to pani ma na myśli. Z panią Marią mogę o wszystkim porozmawiać. O strachu przed śmiercią, starych znajomych i pierdołach. O żalu, że nie zobaczę ślubu córki, nie poznam wnuków.

Pojawia się postać Miśki.

– Puści to pani w telewizji? To, co powiedziałam?

– Nie, jeśli się nie zgodzisz?

– Może pani puszczać, ja się nie wstydzę. I tego też się nauczyłam od pani Marii. Ona też się nie wstydzi, choć niejedna osoba ją palcem wytyka. To może też pani puścić, że pani Maria jest moją idolką, nie żadna tam Doda, Rihana czy Madonna, tylko właśnie ona.

W końcu na ekranie pojawiła się pani Maria.

‒ Byłam komunistką. Spokojnie. Możecie, a nawet powinniście to pokazać. Swego czasu byłam dość znana, więc wiele osób wie o mojej przeszłości.”

– Wysyłaj do Kaśki. Już z nią gadałam, da radę do rana zrobić grafikę. Od rana można puszczać zajawkę.

Następny