Koniec i początek. E-book już niedługo

„Reportaż” zakończony, ale przede mną jeszcze wiele pracy. Redakcja skończonego utworu to chyba trudniejsza praca niż pisanie. A chciałabym, żeby „Reportaż” wyszedł jako mobi, więc przede mną nauka, jak się takie cudo majstruje.

W głowie już kolejny projekt. Tym razem coś większego, baaa! wielkiego. I hipertekstowego. I historycznego. Ale jak zawsze będzie o kobietach. I tym razem właśnie tytuł mam pierwszy – „Wilczyce”. Jeśli komuś się kojarzy z „Pannami z Wilka”, to całkiem dobrze się kojarzy. I nie całkiem.

Pomysł powstaje kilka lat. Ewoluuje. Z dwóch powstaje jeden. Gdybym miała powiedzieć, kiedy postanowiłam napisać powieść hipertekstową, musiałabym cofnąć się co najmniej 10 lat. Ile lat liczy pomysł napisania sagi kobiecego rodu? Sama nie wiem. Siedzi we mnie chyba od zawsze.

To nie będzie taki sam projekt, jak poprzednie. Nie wiem jeszcze, czy uda się przygotować wydanie e-bookowe. Nie wiem też, a w zasadzie nie wiem przede wszystkim, ile czasu zajmie pisanie. Kilka lat, może kilkanaście. Muszę wiele się dowiedzieć, bo akcja będzie skakać po całym wieku XX, a mi bliskie są jego ostatnie lata. Poza tym bohaterki – znam już kilka z nich i wiem, że są wymagające.

Ruszam więc z korektą i dopisywaniem. A potem… Potem „Wilczyce”

Mój wielki debiut w roli selfpublishera

Rozpiera mnie wielka radość, bo udało mi się dołączyć do grona selfpublisherów. Historia, którą znacie z kategorii „Jedna za wszystkie” ukazała się właśnie na platformie Virtualo:

http://virtualo.pl/przyjaciolki/obyczajowe/ebook/c241i140032/

Jest to całość, którą nadal możecie czytać na blogu, a zmiana tytułu… No cóż. Po dwóch latach zastanawiania się nad nim uznałam, że ten najprostszy: „Przyjaciółki” jest najlepszy. Cena – mam nadzieję – symboliczna.

Zapraszam do czytania.

Osiemnasty tydzień ciąży

Poprzednie

Święta wielkanocne minęły bardzo spokojnie. Jeszcze byłam trochę osłabiona po przeziębieniu, więc wolałam za dużo nie wychodzić. Nie zrobiłam nawet porządnych zakupów – na śniadanie wielkanocne i tak pojechałam do rodziców, drugi dzień chciałam spędzić w domu przed telewizorem. Zaprosiłam Dominika, ale nie mógł mnie odwiedzić, bo jechał do ukochanej babci.

Przy śniadaniu wszyscy życzyli mi, żeby dziecko było zdrowe. Mama zrobiła mnóstwo pyszności. Postanowiłam tym razem nie żałować sobie niczego. Najadłam się tak, że potem nie mogłam się ruszyć. Mama przygotowała mi łóżko, więc ucięłam sobie drzemkę. Spałam chyba ze dwie godziny. Obudziły mnie zapachy obiadu.

Zawsze w święta staram się nie przesadzać z jedzeniem. Nigdy nie musiałam się odchudzać, ale po co psuć sobie wolne wzdęciami. Tym razem jadłam za dwóch. Potem miałam wyrzuty sumienia. No, ale skoro i tak tyję, to tych kilka deko teraz zamiast potem chyba nie robi różnicy.

Święta mnie stresowały, odkąd przestałam być dzieckiem. Tym razem jednak były naprawdę przyjemne.

Zdałam sobie sprawę, jak często to ja wszczynałam kłótnie. Wciąż namawiałam mamę, żeby znalazła gdzieś pracę, krytykowałam ojca, bo nie pomaga jej w domu. Kasię wciąż próbowałam przeciągnąć na swoją stronę. Według nich kobieta może pracować, dopóki nie wyjdzie za mąż, a potem powinna zająć się domem i rodziną. Studia tylko zabierają dziewczynom czas, który jest najlepszy na urodzenie dzieci. Kariera nie ma sensu, bo gdy urodzi się dziecko i tak trzeba zostać w domu.

Ja zawsze chciałam żyć inaczej i udało mi się. Pracuję, dobrze zarabiam, ale teraz będę miała dziecko i będę musiała wychować je sama. Będę musiała być dla niego ojcem i matką. Pewnie łatwiej jest skupić się tylko na jednej roli.

Po powrocie do domu, zrobiłam sobie herbatę i włączyłam film, ale nie mogłam się skupić. Może nie wszystko jest takie czarno-białe, jak się mi wydawało. Może moja mama naprawdę jest szczęśliwa? Zawsze surowo oceniałam ojca. Nie był wylewny, ale zapewnił nam to, co mógł.

To był refleksyjny poniedziałek. Nagle zobaczyłam swoje życie z innej perspektywy. Mama cały czas będąc w domu zapewniła nam poczucie bezpieczeństwa. Ojciec, daleki, ale jednak obecny, dał punkt oparcia. Byli dobrymi rodzicami, a ich światopogląd nie miał z tym nic wspólnego. Uznałam, że jestem im winna przeprosiny. Przeproszę ich, kiedy się zobaczymy. Już niedługo urodziny Krzysia, więc będzie okazja.

Na wieczór nie miałam żadnych planów, więc ucieszyłam się, kiedy zadzwoniła Sylwia. Chciała wpaść do mnie z Patrykiem. W końcu święta powinno się spędzać z rodziną, więc głupio męża w domu zostawić.

Przygotowałam talerz z przekąskami (w większości od mamy), butelkę wina i czekałam. Po chwili goście już byli.

Najpierw zostałam ochlapana, by zwyczajowi stało się za dość, a potem obściskana – nie wiedzieć czemu. Sylwia już zachowywała się jak lekko podchmielona, więc zaproponowałam jej kieliszek wina.

Nie, dziękuję, nie mogę pić – odparła, jakby to była najradośniejsza wiadomość roku (choć mieliśmy dopiero kwiecień).

A to czemu? Dziś ty prowadzisz?

Nie. Ciąża – zaświergotała, a ja spojrzałam na nią jak na idiotkę.

No co ty! Nie musisz mi dotrzymywać towarzystwa.

Teraz to ona miała minę „co za debilka”. Spokojnym głosem wyjaśniła.

Nie twoja ciąża. Moja. A raczej nasza.

Dopiero wtedy to do mnie dotarło. Zaczęłyśmy się ściskać, w końcu obie się poryczałyśmy. Sylwia powiedziała, że to zasługa moja i Renaty. Wie, że powinna powiedzieć nam razem, ale Renata ma wyłączoną komórkę, a ona nie mogła czekać. Dziś rano zrobiła test i chciała, żebym wiedziała jako pierwsza.

Przez resztę wieczoru planowałyśmy, jak to będzie. Kiedy Renata oddzwoniła, Sylwia kazała jej natychmiast do mnie przyjechać. Okazało się to niemożliwe, bo Renia była u Sławka, którego najwyraźniej przed nami chowa. Dowiedziała się więc telefonicznie.

Nowiny Jurczyków dodały mi sił. To wspaniałe, że obie będziemy matkami.

 

Szósty tydzień ciąży

POPRZEDNI

Lekarz potwierdził to, co zobaczyłam na teście. Jestem w ciąży.

Co czuję? Co za pytanie. Jestem wściekła. Jak mogłam wpaść? Zabezpieczaliśmy się przecież. Ale nie usunę ciąży. Może jestem suką, ale nawet ja mam jakieś zasady.

Ciąża wszystko komplikuje, choć niczego nie zmienia. Zawsze wiedziałam, czego chcę – kariery, pieniędzy, wygodnego życia. Rodzina? Nawet się nad tym nie zastanawiałam. Obawiam się, że moje życie przestanie być wygodne. Jakoś nie widzę się w roli matki. Dziecko we wszystkim przeszkadza. Ale to dziecko i to tylko moje.

NASTĘPNY

Prolog

Byłam kochanką szefa, a teraz będę miała z nim dziecko. Mój szef ma żonę i trójkę dzieci. Czy jestem suką? Być może. Szef nie porzuci rodziny dla mnie i mojego dziecka. Zresztą wcale tego nie chcę.

 

Pracuję w małej firmie. Raptem dwadzieścia kilka osób. Zaczęłam zaraz po studiach. Wtedy wyglądałam zupełnie inaczej: na rozmowę kwalifikacyjną poszłam jak szara myszka – w okularach, białej koszuli i jedynej garsonce. Dziś nie noszę garsonek – stać mnie na naprawdę eleganckie ciuchy. I pomyśleć, że od tamtego czasu minęło zaledwie pięć lat.

Kiedy dostałam pierwszą pensję – dwuipółkrotnie przewyższającą moje dotychczasowe dochody – poszłam do dobrego fryzjera. Weszłam do niego w szaroburym warkoczu, wyszłam w rudym, półdługim, asymetrycznym bobie z dłuższym przodem i gęstą grzywką. Rudy to kolor kobiet, które wiedzą, czego chcą. Za drugą pensję kupiłam piękne, czarne, skórzane szpilki. Powoli zaczynałam w końcu wyglądać tak, jak zawsze marzyłam.

Teraz mam trzydzieści lat, świetnie znam się na swojej robocie, nieźle zarabiam, jestem elegancka, seksowna, samotna i ciężarna.

 

NASTĘPNY