Rozdział 2. Pierwsze spotkanie

Poprzedni

 

Przemek podjechał do Edyty koło dziesiątej. Był ubawiony sytuacją, a jeszcze bardziej tym, że Edyta dała się wrobić w świąteczny materiał.

‒ Ja mogę kręcić wszystko – rzucił, kiedy powiedziała, że cieszy się tylko z tego, że to z nim będzie pracować. Lubiła go, był najlepszym kamerzystą, a przy tym mieli podobne poczucie humoru i podejście do życia. Tym razem jednak nie podzielała jego wesołego nastroju.

‒ To gdzie jedziemy?

Podała adres.

Osiedle bloków z wielkiej płyty straszyło szarymi elewacjami i odrapanymi płotami, w większości niekompletnymi. Tyle pozostało z chluby PRL-u. Mieszkania tu nadal cieszyły się popularnością, bo były tańsze niż te budowane na nowych osiedlach. Ale okolica nie zachęcała do zamieszkania.

Znaleźli blok numer trzydzieści. Domofon był wyrwany, więc od razu weszli na trzecie piętro i zapukali do mieszkania numer osiemnaście. Kobieta, która im otworzyła, była szczupła i nie wyglądała na swój wiek. Miała farbowane na jasny brąz włosy sięgające podbródka. Ubrana była w spodnie, dopasowany t-short i kardigan przewiązany luźno paskiem. Edyta zauważyła lekki makijaż i pomalowane na pastelowy róż paznokcie. Nie tego się spodziewała.

‒ Pani Edyta i pan Przemysław – stwierdziła pani Maria Wolska. ‒ Zapraszam do środka, właśnie zaparzyłam świeżą herbatę.

W korytarzu stała wielka lakierowana szafa, z której właścicielka wyjęła wieszaki. Drzwi do łazienki i jednego z pokoi, pomalowane farbą olejną na kremowo, były zamknięte. Weszli do drugiego pokoju, pomalowanego na jasny żółty. Na zielonym wypoczynku leżała beżowa kapa. Przed kanapą stała ława nakryta koronkową serwetą. Naprzeciwko stał stary telewizor otoczony kwiatami doniczkowymi. Boczną ścianę zajmowała lakierowana meblościanka, którą zdobyły kryształowe wazony, miski i porcelanowe filiżanki. Całości obrazu dopełniał zielony dywan przykrywający prawie całą powierzchnię podłogi i bukiet z suszonych kwiatów stojący na ławie. Edyta miała wrażenie, że cofnęła się w czasie o jakieś trzydzieści lat. Przemek rozglądał się ciekawie, pewnie planując już rozłożenie sprzętu.

‒ Ciągle trudno mi w to uwierzyć – powiedziała pani Maria, wnosząc z kuchni tacę z herbatą i ciasteczkami. ‒ Dlaczego telewizja interesuje się zwykłą emerytką?

‒ No cóż. Widocznie nie jest pani zwykłą emerytką. Święta to dobry moment, żeby pokazać ludziom ich sąsiadów, którzy robią coś ciekawego.

‒ A jak to będzie wyglądać? Bo wie pani, do tej pory nigdy nie występowałam w telewizji.

‒ Najpierw kwestia formalna. Tu są dokumenty, które musi pani podpisać. Umowa, zgoda na upublicznienie wizerunku i kilka innych. Proszę je uważnie przeczytać, jutro omówimy kwestie, które będą niejasne. O której pani wstaje?

‒ Zwykle przed szóstą.

Edyta skrzywiła się w myśli.

‒ W takim razie będziemy tu koło szóstej. Będziemy kręcić wszystko, co pani robi w ciągu dnia począwszy od śniadania aż do kolacji. Bardzo proszę, żeby robiła pani wszystko tak jak zawsze. Istnieje wielka pokusa, żeby przed kamerą pokazać się od jak najlepszej strony, ale na nagraniach od razu widać, kiedy jest naturalnie, a kiedy nie. Będziemy pani towarzyszyć przez tydzień, w trakcie nagrań będę zadawać pytania, potem przez dwa dni zajmiemy się montażem. Dwudziestego czwartego przyjedziemy na kolację jako obserwatorzy, proszę w żadnym wypadku nie traktować nas jak gości. Reportaż pójdzie na wizji dwudziestego szóstego o osiemnastej. Będzie trwał pół godziny.

‒ Jest pani bardzo konkretna. Czy będę mogła zobaczyć to, co nakręcicie, przed upublicznieniem?

‒ Materiał będzie montowany od dwudziestego drugiego, potem dodamy do niego fragmenty z Wigilii. Dwudziestego czwartego mogę przynieść to, co będziemy mieli, ale nie gwarantuję, że zmiany będą możliwe.

‒ Rozumiem. Innymi słowy podpisuję cyrograf i godzę się z góry na wszystko.

Edyta nie była pewna, czy to żart, ale wymusiła uśmiech. Pomyślała, że to może być rozwiązanie: jeśli pani Wolska się nie zgodzi, to ona nie będzie miała czego kręcić. Tylko czy Robert zrozumie?

Maria uśmiechnęła się serdecznie.

‒ Żartuję. Pan Robert wszystko mi wyjaśnił i tylko nie mógł powiedzieć, kto będzie reporterem.

Tym razem Edyta nie zdołała ukryć zaskoczenia, choć przecież mogła się domyślić, że naczelny wszystko już nagrał.

‒ Ach, pan Robert nie powiedział pani, że już się zgodziłam – pani Maria roześmiała się. ‒ Czułam, że coś kombinuje, ale obiecał mi pewną przysługę, jeśli zgodzę się wystąpić. Spotkaliśmy się zaledwie dwa razy, ale to człowiek z wielkim darem przekonywania.

Przemek oderwał wzrok od okna.

‒ Można to też tak ująć. Czy mogę zobaczyć resztę mieszkania? Będę chciał ustawić tu kilka kamer, żeby nie wozić ich ciągle ze sobą.

‒ Ależ oczywiście. Obawiam się jednak, że w domu nie spędzimy wiele czasu. Ja często wychodzę. Aha, i nie mam samochodu, korzystam z autobusów.

Edyta spojrzała na Przemka pytająco.

‒ Da radę. Ale mieszkanie i tak bym obejrzał, żeby zaplanować sobie, jak kręcić.

Kuchnia była mała. Na podłodze leżało gumoleum ze wzorem parkietu, na środku przykryte jasnym dywanikiem. Pod jedną ścianą znajdowały się szafki pomalowane na biało, pod drugą – niewielki stół z dwoma krzesłami, przykryty ceratą w biało-szarą kratkę. Biała lodówka zajmowała kąt przy oknie, pod którym znajdował się blaszany zlewozmywak. W drugim kącie stała stara kuchenka gazowa.

‒ Trochę tu ciasno. Ale stojąc w drzwiach, będę mógł nakręcić całe wnętrze. Czy w kuchni często świeci słońce?

‒ Rano, okno jest od wschodu.

‒ Ok.

Drugi z pokoi był malutki i pomalowany na ten sam jasnożółty kolor, co poprzedni. Stała tam tylko szafa, biurko i sofa zarzucona szydełkowymi poduszkami. Na biurku leżało kilka książek obłożonych w szary papier. Jedyną nową rzeczą był laptop. Na ścianie wisiało kilkanaście fotografii w drewnianych ramkach.

Łazienka była równie skromna. Ściany pomalowano na biało. Nad zlewem wisiało lustro z półką, obok stał płytki regał, na którym znajdowały się kosmetyki i detergenty przesłonięte zasłonką w niebiesko-granatowe paski. Wanna obudowana była granatowymi płytkami, które pokrywały także podłogę. Na środku leżał biały tkany dywan. Za drzwiami znajdowała się stara pralka automatyczna i granatowy kosz na ubrania. Okna oczywiście nie było.

‒ Śniadanie je pani w kuchni, czy w pokoju? ‒ zapytał Przemek.

‒ W kuchni. Potem sprzątam przez jakieś pół godziny. Piję kawę i wychodzę. Wracam około trzeciej i jem obiad – w kuchni. Popołudniu czytam, oglądam telewizję, czasem idę na spacer, jeśli jest ładna pogoda. Czasem idę na zakupy. Często przygotowuję coś do jedzenia na kolejny dzień. Kładę się wcześnie, koło dziewiątej, chyba że jest jakiś ciekawy film albo program. A właśnie – zwróciła się do Edyty – miałam zapytać, czy może widziałam jakiś pani reportaż.

‒ Być może ostatni. Był puszczany ostatnio i ze dwa razy powtarzany. „Władza do kupienia”.

Pani Maria pokiwała głową z uznaniem.

‒ Tak. To widziałam. I to wszystko prawda?

‒ Tak. Jestem dziennikarką, pokazuję tylko prawdę.

‒ Pewnie wiele osób jest teraz na panią złych.

‒ Pewnie tak. Ale jeśli są w stanie udowodnić mi kłamstwo, niech idą z tym do sądu. Ja nie mam czego się wstydzić.

Pani Maria uśmiechnęła się.

‒ Bezkompromisowa i broni pani swego. To dobrze.

Edyta uznała, że wystarczy jej na dziś, i postanowiła się pożegnać.

‒ Proszę przeczytać umowy. My musimy już iść. Czeka nas jeszcze trochę przygotowań.

‒ Nie chcecie wiedzieć, gdzie jutro będziemy jechać?

‒ Nie.

Pani Maria podała im kurtki.

‒ Ale bieda – rzucił Przemek, kiedy tylko weszli do samochodu. ‒ Będę musiał kombinować, żeby nie odbijać się w tych wszystkich polakierowanych szafach.

‒ Zrobisz piękny materiał o wnętrzach z lat osiemdziesiątych. „Cud komuny nadal stoi”. Kurwa, w co ja się wpakowałam!

‒ Uuuu…

‒ Mogłaby chociaż wyglądać jak zapyziała babcia emerytka, a nie podstarzała bizneswoman.

‒ To tak wyglądają podstarzałe bizneswoman? ‒ Przemek najwyraźniej dobrze się bawił, podsycając gniew Edyty.

‒ Nie zauważyłeś, w co była ubrana?

‒ No, w spodnie, koszulkę i sweter.

Edyta spojrzała na niego jak na debila.

‒ No co?

‒ To były markowe ciuchy warte ponad pół twojej pensji.

Przemek zagwizdał.

‒ Może wystroiła się w swoje najlepsze rzeczy, żeby zrobić wrażenie?

‒ Ty nic nie rozumiesz!

‒ Wiem jedno: praca z tobą to czysta przyjemność.

Edyta zdusiła wrzask, który zbierał się w jej piersi.

Następny